...co można napisać o płycie, która jest genialna? Chwalić, słodzić, rozpływać się? Uzasadniać, argumentować, porównywać? Ja zacznę od genezy. Rzecz dzieje się w Warszawie, Park Sowińskiego, tydzień wstecz, koncertowe popołudnie. Kolega Wullah i jego iPod Shuffle, kolor srebrny. Masz, posłuchaj, ja się jaram. Biorę, wkładam, słucham. Damn! Kto to jest?! Kenna :) Wracam do Szczecina. Wpisuję, wyszukuję, kradnę z internetu. Włączam, słucham. Słucham. I słucham nadal. Damn! Co za album. I dlaczego odkryłam go tak późno? Anyway. Kenna Zemedkun, najstarsza latorośl rodziny etiopskich emigrantów. Życie jego biegło spokojnym rytmem dopóki w ręce nie wpadła kopia pewnego albumu. U2 i nieśmiertelny ''The Joshua Tree'' nieodwracalnie zmieniły żywot Kenny. Odkrył pasję do muzyki, niezauważone wcześniej pokłady artyzmu, pomysłow i twórczej inwencji. Co z tego wyszło? Nie czekając w nieskończoność, wziął się ów on do pracy. Po wielu zawirowaniach związanych z wytwórniami wszelakimi, pierwszym owocem stał się singiel ''Hell Bent'', a zaraz za nim debiutancki longplay ''New Sacred Cow'' wydany nakładem Flawless. W pierwszą trasę latem 2003 roku, Kenna wyruszył w towarzystwie Dave'a Gahana, więc sprawa była już poważna. Nie bez powodu jednak Kenna odniósł sukces - jego długoletni przyjaciel jeszcze z lat szkolnych to nikt inny jak Chad Hugo, który wyprodukował kumplowi album niczym artystyczny król Midas zamieniając go w dzieło sztuki. Cztery lata później nadszedł czas na kolejny strzał w dziesiątkę, od którego to zaczęłam dzisiejszy post. Wielokrotnie odkładany, przekładany i poprawiany ''Make Sure They See Your Face''. Efekt końcowy świadczy jednak o tym, że warto było czekać. Produkcją znów zajął się Hugo, ale w towarzystwie innego członka The Neptunes, Pharrella we własnej osobie. Plotka głosi, że to on właśnie zainspirował Kennę w kwestii tytułu płyty - ponoć zwykł był dzwonić codziennie zaczynając od słow ''are you going to make sure they see your face?''. Z całą pewnością uroczy Etiopczyk zrobił w tej materii wiele, czego dowodem jest chociażby nominacja do Grammy za wyprodukowany przez Pharrella genialny ''Say Goodbye To Love''. Sam album? New wave plus synth pop plus alternatywa plus elektronika plus...indie. Zaskakujący i nowatorski. Energiczny i nastrojowy. Z szacunkiem do oldskulu. Genialny. Z całego serca i ucha, bardzo gorąco polecam. Dla mnie majstersztyk.
enjoy!

P.S. Nieco prywaty. Tym, którzy nie mają planów na najbliższy wieczór środowy, bądź chcą swoje plany zmienić. Jest impreza. Klub Wasabi, ulica Kolumba, Szczecin, Zachodniopomorskie. Trochę plener, trochę klub, ale na pewno dobra zabawa. DJ'S - 4 - DJ'S ! Wykładowcy ForDj School plus pewna część podopiecznych w mniejszym lub większym stopniu zaawansowania. Start o 18, dziedziniec Wasabi, scena, bauns i drinki z palemka, by później przejść do góry i tam oddać się dalszej części dźwiękowej kontemplacji. A zadba o to Falcon, zadba M.Bull, pomoże Zachodni i inni znani i lubiani ludzie szczecińskiej sceny artystycznej, a i ja sama uraczę słuchaczy małym setem. Wstęp rzecz jasna wolny, a ja rzecz jasna zapraszam.

P.S.2 BOOGIE BRAIN część kolejna. Dziś postanowiłam porwać się na głębokie wody i przybliżyć (choć to może nie do końca w tym przypadku trafne określenie) postać, w mojej opinii, absolutnie największej gwiazdy szczecińskiego festiwalu, jak i megagwiazdy światowego formatu w ogóle. Panie i Panowie, Roy Ayers. Zapewne dla większości z was notka biograficzna okaże się zupełnie zbędna, jednak zgodnie z przyjętą konwencją pozwolę sobie parę słów o tejże barwnej postaci nadmienić. Urodzony w Los Angeles równo 69 lat temu genialny muzyk, wibrafonista (pierwszy utwór nagral w wieku lat zaledwie 5, zaś 15 lat później był już uznanym i sławnym wibrafonistą z prawdziwego zdarzenia), wielokrotny autor muzyki filmowej, legenda funku i kompozytor. Karierę swą rozpoczął od przygody z jazzem, a dzieła jego powstały w równie co on sam słynnej Arista Records. Późniejsze lata pracy artystycznej pozwoliły mu się rozwinąć na tyle, by nieco poszerzyć profil i tak rozpoczął się romans Roya z r'n'b , funkiem a nawet disco. Cóż można rzec o tak wybitnej osobistości. Okrzknięty jest ojcem chrzestnym acid jazzu, absolutnym prekursorem w tejże dziedzinie. Brytyjski guru i wyrocznia zwana potocznie Gillesem Petersonem orzekła, że odnalezione utwory Ayersa (w 2004 roku rzeczywiście dokopano się do nagrań z lat 1976-1981) porównać można pod względem prestiżu i kultowości jedynie do odnalezienia zaginionych nagrań Beatlesów. Roy Ayers to również artysta (edit : jeden z artystów), którego sample najczęściej (edit: jako jedne z najczestszych) trafiają na rynek wtórny, z czego stosunkowo niewiele osób zdaje sobie sprawę. Pełnymi garściami korzystają z tego worka bez dna przede wszystkim hip hopowcy. Choćby ''Everybody Loves The Sunshine'' ląduje w ścisłej czołowce najczęściej samplowanych utworów na świecie. W roku 1970, po wydaniu kilku albumów dla Atlanic, Roy utworzył własny band o nazwie Roy Ayers Ubiquity, który to właśnie w pełnym koncertowym składzie zaszczycić ma Boogie Brain. Cóż więcej można napisać. Niesamowity to zaszczyt, gościć taką legendę, i to nie tylko dla Szczecina, ale dla Polski w ogóle. Będzie to bowiem pierwszy ever koncert tejże gwiazdy w naszym kraju. Obecnie oddaje się on pracy z Kanye Westem oraz Talibem Kweli, w Szczecinie zaś spodziewać się można na pewno niezapomnianego widowiska i - oby - przekroju całej twórczości pana Ayersa w towarzystwie jego koncertowego bandu. Nie ukrywam, że to właśnie na TEN koncert czekam z największą niecierpliwością. Aby jednak czas oczekiwania nieco sobie umilić, polecam na dziś album Roya wydany w roku 1979. Funkowy banger zawiera między innymi takie hity jak ''Love Will Bring Us Back Together'' czy ''Fever''. Koniecznie.
enjoy!